uno
ALVARO
Bez słowa przystanęliśmy na praktycznie samym środku lotniska i wpadliśmy sobie w ramiona. Zamknąłem ją w niedźwiedzim uścisku i nie chciałem puszczać, bo uwielbiałem, kiedy była tak blisko mnie. Czułem wtedy takie miłe ciepło przy sercu.
- Tęskniłam - w końcu usłyszałam głos Alby i na mojej twarzy znów pojawił się uśmiech. Wspięła się na palcach, delikatnie wpijając się w moje wargi, co sprawiło, że przytuliłem ją jeszcze mocniej, o ile było to w ogóle możliwe.
- Ja też, mój maluszku! - odpowiedziałem szybko, ale po chwili natknąłem się na jej gniewny wzrok, więc szybko cmoknąłem ją ponownie w usta. Wiem, że nie przepada, kiedy ją tak nazywam, ale to tylko i wyłącznie dlatego jak malutka przy mnie jest.
- Żeby to był ostatni raz - mruknęła groźnie, lekko odchodząc ode mnie i łapiąc mnie za dłoń. - I lepiej się pośpieszmy zanim wlepią mi mandat, bo zaparkowałam w niedowolnym miejscu.
- Pani adwokat taka niegrzeczna? - zapytałem ze śmiechem i znów napotkałem się z tym wzorkiem. To chyba nie wróży nic dobrego, więc dla swojego dobra będę trzymał już język za zębami.
Chwilę później byliśmy już na zewnątrz, kierując się do samochodu mojej ukochanej. Na całe szczęście obyło się bez mandatu, więc zapakowałem swoją walizkę do bagażnika i zająłem miejsce pasażera.
- Jak lot? Pewnie jesteś zmęczony?
- To tylko cztery godzinki. Przespałem się i jestem jak nowo narodzony - wyszczerzyłem się. - Za to ty wyglądasz na zmęczoną. Znów siedziałaś do późna nad papierami?
Wymigiwała się od odpowiedzi, dlatego byłem pewien, że było dokładnie tak, jak mówiłem. Alba jest pracoholiczką i całkowicie to rozumiem, ale ona musi zdać sobie sprawę, że odpoczynek również jest ważny.
- Nie siedziałam aż tak długo.
- Musiałbym cię nie znać.. - westchnąłem cicho. W takich chwilach żałowałem, że mieszkamy w zupełnie innych miastach, a nawet krajach. Dzieliło nas naprawdę sporo kilometrów, bo ja na co dzień żyję w Madrycie, a Alba w Londynie. Bywa ciężko, bo żyjemy na dojazdach, ale głównie wisimy na telefonach.
- No dobrze, dobrze. Masz rację - spojrzała na mnie z takim uśmiechem, że nie potrafiłbym się na nią gniewać. - Dlatego cieszę się, że jesteś. Zawsze potrafisz odseparować mnie od pracy i pozwolić skupić się na tym co jest ważne - chwyciła moją dłoń.
- Zawsze do twoich usług - ucałowałem wierzch tej dłoni.
Droga do mieszkania Alby trwała prawie godzinę, ale tylko dlatego, że w tych godzinach w Londynie panowały korki. Drogę umilaliśmy sobie rozmową, więc ani trochę mi to nie przeszkadzało. Wjechaliśmy windą na odpowiednie piętro i grzecznie zaczekałem przed drzwiami aż szatynka poszuka kluczy w torebce. Trwało to dosyć długo chwile, ale to zrozumiałe, bo przecież kobiety mają w swoich torbach skarby.
Kiedy zamknęła drzwi i prze kluczyła zamek od zewnątrz, odstawiłem szybko walizkę na bok i po chwili złapałem ją za biodra, aby znalazła się obok mnie.
- Alvaro, dopiero co weszliśmy do domu. Opanuj się! - mówiła, kiedy całowałem ją po szyi.
- Ale Rosy nie ma w domu, prawda? Musimy to wykorzystać! - odpowiedziałem z szerokim uśmiechem. Alba mieszka razem z swoją siostrą bliźniaczką, która pewnie teraz jest jeszcze pracy. Z początku byłem zaskoczony, gdy zobaczyłem je razem, bo ciężko było je odróżnić, ale teraz nie jest to dla mnie żadnym problem. Stwierdzam nawet, że są zupełnie inne, chociaż jedna cecha ich łączy - pracoholizm.
Alba złapała mnie za dłoń i zaprowadziła do swojej sypialni, którą tak dobrze znałem. Dostałem przyzwolenie, więc długo nie trwało aż wylądowaliśmy w łóżku. To było czymś zupełnie normalnym po prawie miesiącu rozłąki.
Obudziłem się po nie wiadomo jakim czasie i dłonią zacząłem szukać ukochanej po materacu.. Zdziwiłem się, bo zamiast jej boskiego ciała czekał na mnie pusty materac. Niechętnie otworzyłem oczy i ujrzałem jej sylwetkę na rogu łóżka. Oczywiście na kolanach miała już laptopa i coś na nim klikała. Delikatnie przysnąłem się w jej stronę i przytuliłem do nagich pleców.
- Czy ja powinienem się obrazić? - na dźwięk moich słów delikatnie podskoczyła.
- Oczywiście, że nie - byłem pewien, że na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Oparłem głowę na jej ramieniu i wpatrywałem się w ekran jej laptopa. Za wiele z tego nie rozumiałem, bo kompletnie nie znałem się na tych wszystkich kodeksach i artykułach. - Jeszcze tylko skończę ten pozew i koniec.
- Pozew rozwodowy?
- Tak - skinęła głową. - Nie jest przyjemnie rozwodzić ludzi, bo ciężko patrzeć jak dwoje ludzi, którzy się kochali, skaczą sobie do gardeł.
- Może tak naprawdę się nie kochali? Tylko im się wydawało? - zasugerowałem.
- Nie wiem, ale nie chce sama przez coś takiego przechodzić - jęknęła, zapisując plik na laptopie.
- Do tego najpierw trzeba mieć męża - zażartowałem i poczułem jej łokieć na swoim brzuchu.
- Na razie go nie mam, więc rozwód mi nie grozi - zaśmiała się i zamknęła klapę komputera. - Głodny?
- Bardzo! - poruszyłem zabawnie brwiami. - Czy jest szansa na przepysznego kurczaka, którego tak dobrze przyrządzasz?
- Wiedziałam, że tak będzie - westchnęła cicho. - Dlatego w lodówce czeka aż włożę go do piekarnika.
- Jest! - zawołałem zadowolony.
- Po prostu za dobrze cię znam - nachyliła się, a ja cmoknąłem ją w usta. Wstała i narzuciła na siebie bluzkę oraz spodenki. - Idę go nastawić. Rosa pewnie niedługo wróci z planu. Mają trochę pracy, bo jutro zaczynają kręcić coś nowego.
- Ona chyba też nigdy nie odpoczywa - pokręciłem głową, a moja ukochana wyszła. Ja również wstałem, odszukałem w walizce dresy, które na siebie narzuciłem i skierowałem się do kuchni, gdzie królowała już moja ukochana.
- Obie lubimy swoją prace, więc się jej oddajemy - zaśmiała się Alba, gdy usiadłem przy stole. Przykryła naczynie szklanym wiekiem i wstawiła je prosto do piekarnika.
W tej samej chwili drzwi wejściowe się otworzyły i do mieszkania wmaszerowała właśnie Rosa. Przynajmniej tak przypuszczałem, bo akurat stąd nie mieliśmy widoku na korytarz.
- Cześć! Już jestem - po tych słowach jednak byłem pewien, że to ona.
- Cześć, siostra! Jak praca? - zawołała Alba, a niedługo później pojawiła się w kuchni.
- Nie najgorzej, jutro wchodzi już cała ekipa - uśmiechnęła się. - I witam szwagra! - podeszła i przytuliła mnie na powitanie.
- Cześć - posłałem jej szeroki uśmiech. Lubiliśmy się i dogadywaliśmy całkiem dobrze, chociaż byłem pewien, że czasem musiała mnie mieć dość. Byłem tu częstym gościem.
- Czyli jutro znów będziesz osaczona przez największe gwiazdy? - pytała podekscytowana Alba.
- Wiesz, że z tego wszystkiego nawet nie wiem kto jest w obsadzie? Nie interesowałam się, bo miałam za dużo roboty... Dowiem się wszystkiego rano!
- Na niej to już w ogóle nie robi wrażenia.. - powiedziała do mnie moja dziewczyna. Zaśmiałem się pod nosem.
- Bo to są ludzie tacy sami jak my? - Uniosła brew. - Tylko są bardziej znani i mają więcej pieniędzy.
- Alba po prostu marzy, aby wszystkie portale plotkarskie o niej pisały.
- I dlatego poderwałam syna byłej gwiazdy Realu Madryt - pokazała mi język. Prawda jednak była inna, bo gdy się poznaliśmy, nie miała pojęcia kim jestem.
- No tak tak - zaśmiałem się. - Od czegoś trzeba zacząć?
- Później przeniosę się na kogoś sławniejszego - puściła do mnie oczko. Podczas rozmowy kroiła bataty, które również miały za chwilę wylądować w piekarniku.
- Tak mówi, a jak wyjeżdżasz to nie może sobie miejsca znaleźć - zaśmiała się do mnie jej bliźniaczka. - Jest wtedy nie do zniesienia..
- Rosa, po czyjej stronie ty właściwie jesteś? - spojrzała na siostrę z wyrzutem.
- Po stronie mojego ukochanego szwagra - objęła mnie ramieniem.
- To może też mi jakiegoś znajdź, co? Bym miała cię z kim obgadywać!
- Nie mam na to czasu, sama wiesz.
- To głupia wymówka - prychnąłem pod nosem. - Fajna z ciebie dziewczyna, zasługujesz na kogoś wyjątkowego!
- Załatwcie mi księcia z bajki Disneya to się zastanowię - Rosa puściła do nas oczko.
- Z nią się nie da rozmawiać - westchnęła cicho Alba.
- Idę wciąć prysznic, a później czeka na mnie pyszna kolacja? - zaśmiała się starsza z sióstr.
- Obydwoje mnie wykorzystujecie.. - burknęła moja dziewczyna. Rosa zniknęła za drzwiami łazienki, a ja spojrzałem na swoją ślicznotkę. Wyglądała przepięknie nawet w takich zwykłych ciuchach, chociaż uwielbiam ją w tych bardziej oficjalnych strojach, w których chodziła do pracy. - Nakryj do stołu - dodała, patrząc na mnie.
Pokiwałem głową i od razu wstałem, bo lepiej nie denerwować mojej pani adwokat. Czasem lubiła pokazać pazurki, dlatego podszedłem do szafki i wyjąłem z niej talerze, ale w przelocie jeszcze cmoknąłem ją w policzek.
ROSA
Podniosłam się z łóżka i przetarłam twarz dłonią. Przeciągnęłam się i jeszcze na śpiąco wyszłam do kuchni, by nastawić wodę na kawę i później do łazienki. Starałam się być cicho, bo Alba z Alvaro wciąż spali, a wolałam nie budzić swojej siostry. Zawsze gdy zaczynałam pracować przy jakiejś nowej produkcji, ona przeżywała to, kogo zobaczę na planie. Dla mnie nie było to nic nowego i tak jak wczoraj im skomentowałam, aktor to też człowiek, tylko bardziej znany i bogatszy.
Bardzo lubiłam swoją pracę, bo dzięki niej poznałam wielu interesujących ludzi i zwiedziłam kilka państw. Początkowo skakałam z produkcji na produkcję, szukałam ofert pracy, ale teraz mam umowę z jednym pracodawcą i jestem przypisana do danej hali produkcyjnej, którą się zajmuję. Wyjeżdżam tylko wtedy, gdy całej produkcji nie da się nakręcić tylko w hali lub w mieście. Jeżeli zaczynam pracę przy jednym projekcie, działam do końca. Mój szef powtarza, że jestem stworzona do tej roboty, bo jestem zorganizowana i lubię mieć wszystko pod kontrolą, a jeżeli idzie coś nie po mojej myśli, robię wszystko by wypaliło. Miałam zwykle dobry kontakt z pracownikami i aktorami, no chyba, że byli wyjątkowymi bucami.. Tak czy siak, lubiłam gdy się mnie tam słuchano. Jeżeli scena miała być kręcona za pięć minut, wszyscy mieli być już na miejscach.
Wzięłam szybki prysznic, wypiłam kawę z mlekiem i zjadłam kanapkę z twarożkiem. Ubrałam się wygodnie, tak jak zawsze. Jeansy i koszulka z krótkim rękawem, dziś czarna. Wsunęłam na nogi sportowe buty, a włosy związałam w kucyk i przeciągnęłam przez niego kaszkietówkę. Przez szyję przewiesiłam swoją przepustkę na plan, a przez biodra nerkę z dokumentami, pieniędzmi i telefonem.
Udało mi się wyjść bez budzenia reszty domowników i pojechałam prosto do pracy. Na miejscu przywitałam się z całą ekipą i zaczęliśmy przygotowania do pierwszych ujęć.
Aktorzy byli jeszcze u charakteryzatorów, którzy robili tutaj naprawdę świetną robotę. Wiadomo, że najgorszy był pierwszy dzień, kiedy wszyscy robili wszystko po raz pierwszy, dlatego tylko w tym jednym dniu przymykałam oko na spóźnienia.
- Rosa, zaraz będziemy zaczynać - podszedł do mnie główny reżyser.
- To idę szukać aktorów - odpowiedziałam szybko i złapałam za swoją teczkę, w której miałam wszystko. Wyczytałam szybko kogo mam znaleźć i na którą halę zaprowadzić, podniosłam głowę i w tym momencie poczułam na sobie coś mokrego. Całe szczęście, że krótkofalówkę miałam w ręce, a nie przy pasku jak zwykle, bo byłaby zalana.
- Bardzo cię przepaszam! - usłyszałam i spojrzałam dopiero na sprawcę. Facet, brązowe włosy, niebieskie oczy i skruszona mina, czekająca na moją reakcję. Rozpoznałam go, aktor, ale wcześniej nie miałam okazji z nim pracować. Nabrałam sporo powietrza w płuca i spojrzałam na niego.
- Nie ma to jak zacząć dzień od kawy - powiedziałam, wypuszczając z siebie powietrze.
- Naprawdę przepraszam.. - powtórzył i schylił się do stolika, który akurat stał obok nas. Były właśnie na nim ekspresy z kawą oraz filiżanki i reszta potrzebnych rzeczy. Sięgnął po serwetki, które od razu mi podał.
- Nie, daj spokój.. Znajdę sobie coś na przebranie - odpowiedziałam szybko. I zdałam sobie wtedy sprawę, że on grał w początkowych sezonach serialu, przy którym ostatnim pracowałam ja. - I za chwilę będą już wołać na plan.
- Tak? Dzięki.. W charakteryzatorce straszyły mnie asystentką produkcji, byle by tylko się nie spóżnić - zaśmiał się, ale mnie to wcale nie zdziwiło. Straszyli mną nowych ludzi, a później sami twierdzili, że po prostu trzymam w ryzach pracę, a tak naprawdę jestem w porządku. - Tak właściwie, jestem Richard - podał mi dłoń, a ja ją uścisnęłam. Przeszło mi przez głowę, że podoba mi się jego uśmiech... - I jeszcze raz przepraszam za zmoczoną koszulkę.
- Rosa - odparłam. - Asystentka produkcji - dodałam i puściłam do niego oczko.Widziałam jak robi duże oczy. Nie potrafił zakryć zdziwienia, więc chyba nie był tak dobrym aktorem. Zobaczymy jak tutaj się sprawdzi.. Oby mnie miło zaskoczył.
- Mam przerąbane, prawda? - zapytał wesoło.
- Przerąbane to mają dziewczyny, bo zawsze wszystkich mną straszą - powiedziałam jakby nigdy nic. - Ale skoro sam proponujesz... Zastanowię się - wzruszyłam ramionami. Lubiłam żartować na planie, bo taki klimat w pracy właśnie był najlepszy.
- Mam nadzieje, że jednak będę mógł odpokutować swoje winy w inny sposób - powiedział, a ja spojrzałam na niego zaskoczona. Od razu to zauważył i szybko dodał - wspólnym obiadem na przykład - uśmiechnął się szeroko.
- Rosa, ściągnij mi Budda i szefową wydziału na drugi plan - Usłyszałam w radiu. Spojrzałam na aktora i uśmiechnęłam się.
- Robi się, szefie - odpowiedziałam do urządzenia. - Obowiązki cię wzywają, Richard - poklepałam go po ramieniu i ruszyłam korytarzem w poszukiwaniu aktorki. Pominęłam specjalnie jego propozycję, bo nie kręciłam z ludzmi z pracy, a jeżeli już to w żartach z facetami, których znałam i wiedziałam na ile można sobie pozwolić.
Byłam zaskoczona pracą aktorów. Wszyscy byli profesjonalni, więc nie było żadnych dłuższych przerw. Podobało mi się to, bo lubiłam ludzi, którzy byli w pełni skupieni na swoich obowiązkach.
- Przerwa. Czas coś zjeść - znów usłyszeliśmy głos mojego szefa.
Z hali wyszłam prawie jako ostatnia, jak zwykle. Musiałam dopilnować by wszystko było w porządku, nawet jeżeli to miała być tylko przerwa. Wyszłam z budynku po gotowy obiad z cateringu i usiadłam przy wolnym stoliku. Pogoda dopisywała, więc wolałam zostać na zewnątrz. Zaczęłam przeglądać harmonogram na najbliższe dni. Juteo mieliśmy nagrywać na stacji scenę, która w scenariuszu pojawiała się jako pierwsza. Czasami tak właśnie było, że nagrywało się mieszane sceny, a później i tak porządkowali to przy montażu.
- Nawet w przerwie pracujesz? - Usłyszałam znajomy głos i podniosłam głowę. Richard usiadł naprzeciw mnie ze swoim pudełkiem.
- To się chyba nazywa pracoholizm - uśmiechnęłam się lekko.
- Rozumiem to - skinął głową. - Jesteś świetna w tym co robisz.
- Pracujemy wspólnie dopiero od kilku godzin, ale dziękuję... No chyba, że nadal zadośćuczyniasz za tą kawę? - wyszczerzyłam się.
- A już miałem nadzieje, że o tym zapomniałaś - zażartował, patrząc na mnie. Czułam na sobie jego świdrujące spojrzenie, ale jakoś mi to nie przeszkadzało. Richard wydawał się być w porządku.
- Dziewczyny poratowały mnie inną bluzką - machnęłam ręką. Miałam teraz na sobie białą z nadrukiem i rozmiar za dużą. - I dam ci radę na przyszłość, kobiety tak łatwo niczego nie zapominają! - poruszyłam brwiami.
- Zawsze miałem z nimi pod górkę - wzruszył ramionami. - Dwie siostry w domu potrafią wyrządzić wiele szkody - dodał roześmiany.
- Mówisz, że trzymają brata w ryzach? - uśmiechnęłam się szeroko. Szybko łapałam kontakt z ludźmi, ale tu sama byłam pod swoim wrażeniem, bo rozmawialiśmy jakbyśmy się znali od bardzo dawna. Poza tym, czułam że miał podobne poczucie humoru jak ja.
- Powiedz mi, które kobiety tego nie robią?
- Te, które nie mają brata - roześmiałam się cicho, a on razem ze mną.
- Punkt dla ciebie - zauważył. - Długo tu już pracujesz?
- Jakiś czas - skinęłam głową. - Wcześniej trochę skakałam po firmach i produkcjach.
- O proszę.. Coś ciekawego? - zainteresował się, a ja zaśmiałam pod nosem.
- Gdyby nie uśmiercili Robba, poznalibyśmy sie przy 5 sezonie. Później wróciłam już tu do pracy.
- Mam nadzieje, że Kit spisywał się dobrze - po jego słowach stwierdziłam, że ta dwójka musi się dobrze dogadywać. Ja sama również miałam dobry kontakt z Harringtonem, gwiazdą ''Gry o tron''.
- Słuchał się, to wystarczyło - wyszczerzyłam się.
- Nadal nie chce mi wyjawić co się tam będzie działo..
- Na mnie też nie licz - wzruszyłam ramionami i spojrzałam na zegarek. - Zaraz musimy wracać do pracy.
- Skoro szefowa rozkazuje.. - westchnął teatralnie.
- Powinieneś się słuchać - spojrzałam na niego, a on uśmiechał się szeroko. - Dzięki za umilenie czasu - wstałam od stolika.
- Do zobaczenia już za chwilkę - usłyszałam jeszcze głos i sama uśmiechnęłam się pod nosem.
Wyrzuciłam puste pudełko do śmietnika i weszłam do środka. Pobiegłam jeszcze do łazienki i zaczęłam wzywać ludzi przez radio, bo gonił nas czas. Miałam wrażenie, że czułam na sobie wzrok aktora, co z jednej strony mnie peszyło, a z drugiej się podobało. Musiałam jednak trochę to ukrócić, by nie pomyślał sobie za dużo. Ostatnimi czasy nie miałam dobrych wspomnień po swoich związkach, więc najzwyczajniej się od nich wymigiwałam.
Komentarze
Prześlij komentarz